Powrót

Polski startup na straży wyborów prezydenckich w USA


8 listopada 2016

Brak komentarzy

50 stanów, 6 stref czasowych, ponad 100 milionów głosujących, niewyobrażalna ilość przesyłanych w czasie rzeczywistym danych – tak wyglądają rozpoczynające się dziś wybory prezydenckie w USA. Rozwiązań stworzonych przez poznański startup IC Pen użyją obserwatorzy OBWE, żeby sprawdzić, czy odbędą się one zgodnie z prawem. O tym, w jaki sposób akademicki startup dotarł do świata wielkiej polityki rozmawiamy z Przemysławem Jesionowskim, szefem sprzedaży w IC Pen.

Jak to się stało, że długopis cyfrowy IC Pen stoi na straży demokracji podczas jednych z najważniejszych wyborów na świecie?
Przemysław Jesionowski: To jest pokłosie kontraktu podpisanego w ubiegłym roku z OBWE pod koniec sierpnia. To było bardzo długie postępowanie i niezwykle długi przetarg rozpoczęty w październiku 2014r. Wygraliśmy go jako uczelniany spin-off. Konkurowaliśmy z bardzo dużymi światowymi markami i – co bardzo ważne – pokonaliśmy ich technologią, bezpieczeństwem i intuicyjnością, a nie ceną. Od tego czasu nasza technologia jest na wszystkich misjach, które organizuje OBWE w ramach obserwacji wyborów. Największymi i do tej pory były wybory w Rosji. To było bardzo duże wyzwanie logistycznie ze względu na skalę wyborów: 9 stref czasowych i 20 godzin ciągłej pracy. Ogromny nacisk musieliśmy położyć na kwestie związane z bezpieczeństwem danych, bo przesyłamy dane poufne. Przed nami kolejne wielkie wybory w kolejnej światowej potędze – w Stanach. W międzyczasie obsługiwaliśmy Czarnogórę, Gruzję, Mołdawię, Kirgistan, Kazachstan, Ukrainę, Białoruś i Mongolię.

Ale zacznijmy od początku: w jaki sposób w ogóle można nawiązać kontakt z OBWE, będąc niewielką uczelnianą spółką?
To OBWE nawiązało kontakt z nami, na początku zupełnie anonimowo. Tak naprawdę nie wiedzieliśmy z kim rozmawiamy. Zbadali nas jako tajemniczy klient. Strategia staranności w objaśnianiu każdemu klientowi tego, jak działa technologia okazała się skuteczna. Zostaliśmy zaproszeni na spotkanie, żeby móc zaprezentować rozwiązanie. Dopiero kolejnym krokiem było zaproszenie do przetargu.

Morał: nie bagatelizuj żadnego klienta?
Zdecydowanie, nawet jak nie zdajemy sobie sprawy z potencjału klienta trzeba starać się zawsze być sumiennym, rzetelnym i kompetentnym.

Skąd w ogóle OBWE dowiedziało się o Waszym rozwiązaniu?
Przez pierwszy rok komercjalizowania produktu IC Pen byliśmy z nim wszędzie. Wciąż jeszcze staramy się być jak najbardziej widoczni, sporo jeździmy, opowiadamy o naszej technologii. Nasze rozwiązanie nie jest bardzo oczywiste, więc wykorzystujemy każdą szansę, żeby pokazać jego możliwości. Po jakimś czasie takie sianie informacji przynosi efekty. OBWE to efekt wytężonej pracy u podstaw włożonej w działalność ewngelizacyjną i marketingową.

Zaprezentowaliście technologię i co dalej?
Przetarg. Jak wspomniałem, był bardzo długi. Przebiegał trochę inaczej niż polskie przetargi, bo wieloetapowo. Pierwszy etap polegał na spełnieniu warunków formalnych, drugi na opisie technologii i wiązał się ze szczegółowym researchem przeprowadzonym przez OBWE, głównie pod kątem bezpieczeństwa, wydajności i optymalności rozwiązania. Ostatni etap to już kwestie ceny – udało nam się zmieścić w zaplanowanym budżecie.

Napotkaliście jakieś specjalne trudności podczas tego procesu? Dużo było audytów?
Przechodziliśmy w tym czasie wiele audytów – takich, o których wiedzieliśmy i takich, o których nie wiedzieliśmy. Powiem tak: każdy klient jest wymagający, więc w całym procesie nie było jakichś szczególnych trudności. Najistotniejsze jest dochowanie staranności i rzetelności tego, co podajemy klientowi. Chodzi o to, żeby informacje dotyczące usługi były szczegółowe, wiarygodne i nie było w tym jakiejś nadmiarowości niespójnej z tym, co naprawdę robimy.

Gdzie są przetwarzane zebrane w trakcie wyborów dane? Bierzecie udział również w tym procesie?
Nie możemy ze względów bezpieczeństwa mówić o szczegółach przetwarzania danych. Mogę powiedzieć tyle, że nie są one przetwarzane u nas.

Czyli Wy dostarczacie samą technologię?
Tak, plus nadzorujemy i wspieramy cały proces.

Waszymi użytkownikami są de facto obserwatorzy OBWE. Jak się pracuje z taką grupą?
Tutaj kluczem jest bezpieczeństwo, ale też prostota i intuicyjność obsługi naszej technologii. Obserwatorzy OBWE to rotująca grupa pracowników-wolontariuszy, więc ta technologia musi być dla nich niezwykle przyjazna, tu nie ma czasu na przeprowadzanie szczegółowych szkoleń.

Ilu obserwatorów OBWE będzie pracowało podczas wyborów w USA?
Mówimy o setkach, ale nie mogę podzielić się konkretnymi liczbami.

Jakie dane są przetwarzane?
Tutaj też ze względów na kwestie bezpieczeństwa nie mogę mówić o szczegółach. Muszę powiedzieć w sposób ogólny: to są te elementy, które wpływają na to, czy dane wybory są zgodne z zasadami demokracji, czy nie.

Jak długo zajmuje OBWE wydanie opinii odnośnie przebiegu wyborów?
To zazwyczaj ma miejsce dzień lub dwa dni po wyborach. Dzięki naszej technologii pierwszy raz w historii OBWE udało się podsumować wybory przed ich oficjalnymi wynikami. To było w Kirgistanie i na Białorusi. To były też pierwsze obsługiwane przez nas wybory. Dla nas wielkim sukcesem były brawa obserwatorów OBWE, którzy ocenili nimi pracę z naszą technologią. To było najważniejsze potwierdzenie celowości tego, co robimy, bo potwierdzenie przez użytkowników końcowych. Bardzo ważny moment dla całego naszego zespołu.

Kolejna wielka szansa i wielkie wyzwanie: przetarg w ONZ. Możesz coś zdradzić?
To pokłosie polecenia nas przez OBWE. Zadziałał system rekomendacji i to takiej prawdziwej – rekomendacji rynkowej. Już teraz jesteśmy jedną z kilku firm branych pod uwagę w przetargu na obsługę w ONZ. Myślę, że do końca roku będziemy znać wyniki i będę mógł powiedzieć trochę więcej.

Wybory to nie jest jedyny obszar, w którym komercjalizujecie swoją technologię. Gdzie jeszcze sprawdza się Wasz cyfrowy długopis i sposób digitalizacji danych?
Pracujemy m.in. w obszarze tworzenia elektronicznej dokumentacji medycznej i mamy wdrożenia w polskich szpitalach. W Polsce wdrażamy również rozwiązanie w sektorze usług finansowych, rozpoczynamy właśnie pilotaż m.in. w PKO BP. Działamy też w branży energetycznej – wygraliśmy ostatnio konkurs PGNiG i Agencji Rozwoju Przemysłu jako dostawca usług technologicznych, które będą wykorzystywane do podpisywania umów w biurach obsługi klienta. Znaleźliśmy się w gronie trzech laureatów z obietnicą wdrożenia.

Ile osób liczy zespół IC Pen?
W naszej siedzibie, w Parku Naukowo-Technologicznym w Poznaniu, pracuje 17 osób.

Jak wygląda struktura własnościowa spółki?
Mamy dwóch inwestorów plus founderów. Pierwszym naszym inwestorem był SpeedUp Group, kolejnym Poznański Park Naukowo-Technologiczny.

Szukacie jeszcze inwestorów?
Teraz wzrastamy już organicznie. Od początku wychodziliśmy z założenia, że najlepszym founderem jest klient i udało nam się doprowadzić spółkę do etapu samofinansowania. Jednak w kontekście akceleracji i szybszego wejścia na rynki zagraniczne jesteśmy oczywiście zainteresowani pozyskaniem inwestorów.

Rozmawiała: Agata Kowalczyk

IC Pen to system digitalizacji danych, który umożliwia utrwalenie w formie elektronicznej tekstu pisanego na papierze. Dzięki systemowi IC Pen naturalna czynność pisania pozwala na jednoczesne archiwizowanie danych w komputerze. Jest to możliwe dzięki długopisom cyfrowym IC Pen, czyli urządzeniom poszerzającym możliwości zwykłego długopisu o funkcje automatycznej digitalizacji i przetwarzania danych pisanych ręcznie w czasie rzeczywistym. Założeniem systemu IC Pen jest skupienie się na tym, aby proces powstawania elektronicznej wersji dokumentów czy umów stał się praktycznie nieodczuwalny, jednak rozbudowana funkcjonalność IC Pen umożliwia również tworzenie profesjonalnych dokumentów, a także analizę zgromadzonych informacji.

Komentarze Dodaj komentarz Anuluj

Nikt jeszcze nie dodał komentarza

Dodaj komentarz za pomocą formularza powyżej